Szukaj

Dzień po targach

Marta, 2 maj 2019
Dzień po targach

Co to był za weekend! Dalej nie mogę uwierzyć, że opanowaliśmy całą logistykę wystawiania się w dwóch miejscach jednoczenie. Dwa dni targów a w praktyce 4 dni pracy.

W piątek właściwie cały dzień spędziłam na podzieleniu, co gdzie jedzie, pakowaniu ceramiki do pudełek i przyklejaniu cenówek. Cenówki to w ogóle oddzielny temat, bo przyklejanie ich zajmuje masę czasu, a jak nie przykleję, to znajdą się klienci, którzy będą wstydzili się zapytać o cenę. Dlatego przyklejam. Takie to są małe dylematy. Zawsze też kupuję cięte kwiaty, żeby wazony dobrze się prezentowały i dopełniały stoiska. I na koniec, jak już zapakuję te wszystkie graty, opakuję kilometrami folii bąbelkowej, biorę te siaty na wózek i jak typowa handlara wsiadam do ubera. Zazwyczaj, jak mam naprawdę masę rzeczy, to podjeżdża malutka skoda fabia i bawimy się w tetrisa.

Także rozstawiliśmy się na jednych targach już w piątek, a na drugich w sobotę rano i to w ogóle jest świetny patent na przyszłość. W sobotę na spokojnie można wstać godzinę później i jeszcze z innymi handlarami poplotkować, a zawsze jest o czym. Wyobraźcie sobie na przykład, że na stoisku Lutumursi pojawił się game changer, czyli porcelanowe kubeczki ze szklanymi uszkami. I to nie takimi zwykłymi uszkami, tylko z bąbelkiem powietrza uwięzionym w środku, który podskakuje jak się tę filiżankę porusza, totalnie super.

Zawsze na targach boję się, że mam za mało produktów i jak zwykle okazuje się, że spanikowałam i że to stoisko jest za małe. Szczególnie jak dojdzie do tego całe zaplecze: opakowania, kasa i terminal, zapasowe kolczyki, stacja pakująca, kawa i kanapki. Bardzo mnie śmieszy, jak na naszej liście rzeczy do zabrania na targi są kanapki i często o nich zapominamy. Miłe jest też to, że jak ktoś potrzebuje na chwilę gdzieś pójść, to koledzy i koleżanki ze stoiska obok rzucają okiem.

Po targach najlepsze jest to, że zawsze wiadomo co robimy dalej. Mam już w zwyczaju zapisywać wszystkie Wasze sugestie, co do kształtów, kolorów, czy wielkości. A po tym weekendzie mieliśmy ich podwójną dawkę. Zawsze też wracamy z jakimś małym dziełem sztuki - tym razem były aż trzy. Dwa plakaty: pierwszy z samurajską dziewczyną na desce, który stu procentowo oddaje mój charakter biznesowy (rysowała Maria Regucka), drugi z wyluzowanym tygrysem, który jest bratem bliźniakiem mojego ceramicznego tygrysa (rysowała Martyna Wilner). Już nie mogę się doczekać, kiedy zawisną w pracowni. Na koniec targów dostaliśmy też los na loterii Ani Miau i wylosowaliśmy świeczki z pszczelego wosku i broszkę z ceramiczną skarpetą. I jeszcze na koniec dodam, że to są same super dziewczyny, które robią wspaniałe rzeczy. Te godziny spędzone na targach są właśnie po to, żeby poznać tych niesamowitych ludzi pełnych pomysłów i o różnej wrażliwości.

Koszyk

Twój koszyk jest pusty.

Dokonaj swoich pierwszych zakupów